O mnie

Z wykształcenia i z zamiłowania jestem „specjalistą od języka polskiego“. Prywatnie – mamą dwóch pełnoletnich córek. Kilka lat zaczęłam świadomie kreować swoje życie tak, aby było pogodne i satysfakcjonujące.

Często jestem pytana o to, jak udało mi się zeszczupleć i nie wrócić do poprzednich rozmiarów; skąd czerpię energię, optymizm i pozytywne nastawienie do życia.

„Kobiece treści“ są odpowiedzią na te pytania.


Włóczkowe gwiazdki i miodowe pierniki, czyli dwa kroki do świąt

Pierwszy grudnia. Fejsbuk już od dwóch tygodni zapchany propozycjami bożonarodzeniowymi – prezenty, wystrój salonu, stroiki, kartki… DIY.

Przed świętami zwykle nachodziła mnie ochota na takie „zrób to sam”. Przeglądałam maniakalnie magazyny dla kobiet. Mój ulubiony „Poradnik Domowy” wypuszczał dwa razy w roku numery specjalne –świąteczne. Jeszcze wtedy nieprzejęty przez kolejny prasowy koncern, wabił ciekawymi okładkami. Jesienne numery nęcące kokilkami z ceramiki włocławskiej wypełnionymi smakowitymi zupami; letnie – malowane owocowymi deserami, wiosenne – cieszące nowalijkami, pachnące pierwszymi kwiatami w balkonowych skrzynkach, zimowe – roziskrzone gwiazdami.

Wewnątrz – treściwe artykuły, przepisy sprawdzone przez czytelniczki (do wykonania ze składników dostępnych w szafkach i w lodówce i zawsze się udające), historie „z życia wzięte”. Wybierałam przepisy na świąteczne potrawy. Wymyślałam ozdoby. Do dzisiaj nasza choinka dekorowana jest małymi „śniegowymi gwiazdkami”, które dziergałam na szydełku oglądając z córką po raz kolejny „Hooka”.

WP_20151201_012

Włóczkowe „śniegowe gwiazdki” – narodziły się z potrzeby bożonarodzeniowej bieli po kilku deszczowych wigiliach

To był pierwszy krok do świąt.

Drugi – to było zawieszenie na lodówce „Listy porządków świątecznych”. Tabelki z przydziałem zadań i terminami ich wykonania. Z domu rodzinnego wyniosłam zwyczaj gruntownego sprzątania mieszkania przed Bożym Narodzeniem. Wielkanoc zwykle przychodziła niespodziewanie i kończyła się szybko. Boże Narodzenie się celebrowało.

Trzeci – realizowanie listy. Jakoś tak się działo, że przy większości „zadań” widniał napis „mama”. W efekcie czwarty i piąty krok  (same przyjemności – prezenty, strojenie mieszkania, pieczenie ciast) wykonywane były truchcikiem, a nawet kurcgalopkiem z zadyszką.

Za to święta… Dla mnie zawsze pełne czegoś nieuchwytnego, wyjątkowego – spokojnej radości, poczucia spełnienia, rodzinnej jedności.

Tak było.

Teraz pierwszy krok to rozmrożenie czegoś, co jest pretensją do lodówki (poprzedni właściciele mieszkania nie zostawili na ten sprzęt zbyt dużo miejsca).

Drugi – to zrobienie ciasta na pierniki. Tradycyjnego, które musi nabierać mocy (w lodówce właśnie) przez trzy tygodnie. Pierniki wychodzą z niego wyśmienite – miodowo-korzenne, miękkie od razu, bez leżakowania w puszkach. I zdatne do jedzenia jeszcze potem przez długi czas. (Przepis podaję na końcu – Aniu, mam nadzieję, że nie masz mi za złe. Pierniki bardzo dobre – a dobrem trzeba się dzielić 🙂 ).

Trzeci i czwarty krok, piąty i szósty – nie wiem. Teraz już nie planuję. Lodówka za mała na długą listę.

Za to na kuchennym stole zajął miejsce „adwentowy” aniołek. Stoi sobie w szaliku pod Aniołkowem i uśmiecha się świątecznie.

DSC_0175

 Przepis na pierniki tradycyjne:

Składniki:

  • 250 g masła
  • 340 g cukru
  • 500 g miodu naturalnego
  • 0,5 szkl. mleka
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 jaja
  • 1kg mąki
  • przyprawa do pierników (w mojej wersji – 1,5 paczki przyprawy Kamis lub Kotanyi, ale lubimy wyraziście korzenny smak ciastek)

Przygotowanie:

Masło rozpuścić na malutkim ogniu. Cukier wsypać do rozpuszczonego masła (nie karmelizować). Wymieszać, dodać miód. Mieszać na niewielkim ogniu do całkowitego połączenia się składników. Masę (przypominającą toffi) schłodzić w zimnej kąpieli (miskę z masą włożyć do większej miski z zimną wodą). Sodę rozpuścić w mleku, wlać je do masy. Wymieszać. Dodać jaja – wcześniej zmiksowane, wymieszać. Dodać całą mąkę (stopniowo, podczas mieszania) i przyprawę. Wyrobić warząchwią – nie próbowałam w malakserze; co szlachetne, wymaga wysiłku. Zostawić do odpoczęcia na trzy tygodnie. (Ja zostawiam na dwa – bez szkody dla pierników).

Po okresie leżakowania ciasto wymieszać, dosypując ok. 200g – 300g mąki jeśli za bardzo klei się do rąk. Ostrożnie, ciasto powinno dać się formować, ale nie może być zbyt zwarte, bo ciasteczka wyjdą twarde. Wałkować na grubość 1 cm i wykrawać pierniki. Piec ok. 12 – 13 minut (z reguły pierwsza partia jest doświadczalna – sprawdzam, czy ciasteczka się nie „rozjeżdżają” – jeśli tak, dosypuję nieco mąki do ciasta i wyrabiam, i jak długo mają się piec do lekkiego zbrązowienia).

Lukrować na gorąco. Ozdabiać wedle uznania.

Reklamy