Warzywa strączkowe – kochać, czy nie kochać? Oto jest pytanie!

Zakochuję się bez pamięci – w perfumach, w tuszach do rzęs, w pantoflach na wysokich obcasach i w butach do biegania. Także w posiłkach, które sprawiają, że czuję się lepiej, lżej; że mam więcej energii. Ostatnie moje zauroczenie to rośliny strączkowe.

Niełatwe początki związku z warzywami strączkowymi

Zmieniając kilka lat temu sposób żywienia zupełnie wykluczyłam na długi czas źródła węglowodanów. Pieczywo, makarony, kasze, ryż przestały istnieć. Słodycze wyprowadziłam poza orbitę własnego jedzeniowego świata. Unikałam także warzyw strączkowych. Łaskawie pozwoliłam gościć w moim menu owocom. Bazowałam na białku i warzywach. Skurczyłam się – znacznie. I tak sobie trwałam do momentu, kiedy znajoma w siłowni – dla mnie autorytet –skwitowała: Ale ty masz suchy mięsień. Wrzucaj więcej węgli.

girl-pix

Dzięki zawartości witamin z grupy B, witaminy C i kwasu foliowego warzywa strączkowe poprawiają stan skóry i włosów

Przyznaję – na początku był opór. Nieco obawy, jak zareaguje moje ciało. Powoli wprowadzałam ryż, kasze, płatki owsiane. Ostrożnie zaczęłam korzystać w posiłkach z roślin strączkowych. Czytałam, szukałam informacji o ich wartościach, znaczeniu w diecie. Po kilku miesiącach „mięsień już nie był suchy”, poprawiła się też wyraźnie kondycja włosów i skóry.

Co warto wiedzieć o warzywach strączkowych

Staram się wyczuwać potrzeby mojego organizmu. Białko już nie jest mi tak potrzebne, zwłaszcza to pochodzące z mięsa. Szukam jego źródeł roślinnych. Korzystając z możliwości, jakie daje FB, trafiłam na blogi, które podają przepisy na potrawy odpowiadające moim potrzebom. Proponowane posiłki bazują na roślinach strączkowych. Falafele, pasztety z ciecierzycy, fasolowy „smalec…” jeszcze pół roku temu dla mnie nie istniały. Biała fasolka gościła na moim stole w postaci kapustno-wigilijnej. Teraz z przyjemnością podejmuję kulinarne próby zaczarowywania strączkowych w pyszności. Miłość rozkwita. Nauczona jednak doświadczeniem pamiętam, że znakomitym lekarstwem na miłość od pierwszego wejrzenia jest „popatrzeć uważnie drugi raz”. W uczuciach jestem stała, więc – aby ta miłość nie było ślepa – prześledziłam wnikliwie informacje na temat fasoli, ciecierzycy, soczewicy i, niezbyt bezpiecznej, soi.

Wiele portali kulinarnych propagujących zdrowe posiłki zaleca wprowadzanie roślin strączkowych do codziennego jadłospisu, podkreślając ich wartości odżywcze. Na początku moich eksperymentów z nowymi potrawami przyjęłam, że to oczywiste. Tymczasem w diecie paleo rośliny te nie są popularne, a autor bloga PaleoSMAK podaje długą listę cech warzyw strączkowych, które mogą wyrządzać nam szkodę. Na szczęście można ograniczyć ich szkodliwość przestrzegając specjalnych zasad gotowania tych nasion.

 straczkowe_presentation

Po kilkutygodniowej znajomości mogę jednak stwierdzić, że coraz bardziej jestem z niej zadowolona. Zdecydowanie poprawiłam gospodarkę energetyczną organizmu, dłużej jestem syta i wyraźnie zyskała na tej diecie cera i włosy. Początkowe zauroczenie ma więc szansę przejść w fazę stabilnej zażyłości. Stopniowo będę poznawać strączkowe coraz lepiej i bawić się różnymi formami ich podawania. Poniżej efekty mojego wczorajszego „strączkowego” rendez-vous.

WP_20160228_008

Falafele, pasztet z ciecierzycy, fasolowy „smalec” – sobotni wieczór z warzywami strączkowymi

Warzywa strączkowe w mojej kuchni

Przygotowane potrawy mogą być przechowywane przez kilka dni w lodówce (walory smakowe niektórych z nich na tym zyskują). Nie trzymam się ściśle przepisów – eksperymentuję. Moje falafele robię w różnych wersjach, zmieniając dodawane do nich przyprawy. Ostatnio dominuje w nich czarnuszka, oprócz niej w tych na zdjęciu panoszy się oregano, pieprz ziołowy, trochę czosnku i sól morska. Lubię słodkie nuty, więc pasztet z ciecierzycy to najczęściej wariant z jabłkiem, żurawiną i rozmarynem (z tym ostatnim trzeba postępować ostrożnie – w gotowej potrawie ma o wiele bardziej wyrazisty aromat, niż w trakcie jej przygotowywania). „Smalec” z białej fasoli tym razem również w wersji delikatnej – bez cebuli, za to z duszonym jabłkiem i ziołami prowansalskimi. Idealny do ryżowych wafli.

Kochać, czy nie kochać warzywa strączkowe… Spróbuj i zdecyduj sama. Nie z każdym organizmem tworzą dobry mariaż. Jeśli jednak się polubicie, Twoja uroda, zdrowie i energia wyraźnie zyskają na tym związku. 🙂

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Warzywa strączkowe – kochać, czy nie kochać? Oto jest pytanie!

  1. Sama zdecydowałam, że strączki są super, ale tylko niskotłuszczowe. Soja do wyrzucenia. Jem dużo białka ze strączków, żeby nie było gadania, że ja jakiś wegańsko-witariański przecinek. Codziennie 250 g i to przy jednym posiedzeniu, ulubione: duża biała fasola, soczewica zielona, groch łuskany połówki. Bez soli, często bez przypraw, za to z dodatkiem dużych ilości surowych warzyw (ponad połowa posiłku na surowo).

    Polubione przez 1 osoba

    • Nie podejrzewam mężczyzny wyrywającego 200 kg o bycie wegańsko-witariańskim przecinkiem ;-), dlatego uważnie czytam Twoje artykuły o odżywianiu i dużo z nich czerpię. Nie określam tak precyzyjnie ilości zjadanych potraw, ale żegluję mniej więcej we wskazanym przez Ciebie kierunku (chociażby z wygody – mniej kuchennej produkcji). Soli kiedyś nie używałam, ale okazało się to dla mnie niekorzystnym rozwiązaniem, więc teraz staram się jej nieco dodawać (tak mniej więcej pół łyżeczki na dzień). Z przypraw – tylko naturalne (cynamon, kurkuma, gałka muszkatołowa, pieprz ziołowy i zioła). Pozdrawiam i czekam na następne porady 🙂

      Lubię to

      • Zdradzę Ci, że w ciagu ostatniego roku ćwiczyłem tyle co nic i ostatni raz te 200 poszło na wiosnę, miałem poważne problemy o których nawet nie chcę mówić, a w ciągu ostatnich kilku miesięcy nie ćwiczyłem w ogóle, aż do zeszłego tygodnia. Nie mniej jednak do tych 200 kg powrócę. Jeśli chodzi o sól to najlepiej morską gruboziarnistą lub himalajską. Zwykła kuchenna jest zła. Pozdro!

        Polubione przez 1 osoba

      • Mam nadzieję, że problemy już minęły. Powrót na siłkę nastąpił (endorfiny aż wylewały się z ekranu, kiedy czytałam Twój tekst o tym wydarzeniu 😉 ). Przy takim nastawieniu 200 pójdzie w górę może nawet tej wiosny :-). Soli używam morskiej gruboziarnistej. Stale zapominam, że kryształki muszą mieć trochę czasu, żeby się rozpuścić i połączyć z potrawą i moje dziewczyny, siedząc nad zupą, komentują „Mamo, znowu! Co ty, zakochana jesteś, czy co…” 😉 Pozdrowienia!

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s